Drukuj

trapy KEVLAROWE 120 x t5cm i t3.8cm / mały test

Wpisany przez andziasss de zoo
niedziela, 04 stycznia 2009 16:46
Wobec szeregu sceptycznych opinii o trapch tzw. KEVLAROWYCH, że nie roobią, że się łamią, że to i tamto, postanowiliśmy temat przybliżyć krótkim testem terenowym i zadać ostateczny cios pogłoskom emitując materiał poglądowy. Pozytywnie zweryfikowawszy trapy 5cm poddaliśmy próbie krajowej produkcji trapy grube na 3.8cm...

Na teren testu "light" wybraliśmy teren rekultywowany przez rowerzystów MTB, obfitujący w muldy i muldki. Ubite i zmarznięte podłoże było "w razie czego bezpieczne", a o tej porze roku rowerzyści latają niżej i są mniej spoceni i groźni.

Trapy 122cm pięknie komponują się z podłogą Dyskoteki, a nawet mogą się okazać błogosławieństwem gdy dziurawa. Warto zwrócić uwagę na banalnie prosty i skuteczny sposób ich unieruchomienia pomysłu Maćka. Uszka kaletnicze pod wkrętami mocującymi listwę. Genialne.

Po wyjęciu trapów od razu robimy mostki. Zimno jest, co powoduje że tworzywa sztuczne stają sie bardziej kruche i podatne na uszkodzenia! Pory roku się nie wybiera więc jeździmy fte i wefte.

Po najechaniu wygięcie raczej symboliczne, nic nie trzeszczy, trapy elegancko wybierają teren dzięki elastyczności wrodzonej.

Przednie koło powyżej, tylne poniżej...

Tylne pojechało po skosie i nic to trapu nie przeszkadało. Jazda połową szerokości opony po 1/3 szerokości trapu też nie robi zadnego wrażenia. To duży atut, bo rozkład obciążeń niebanalny.

Konkurencja dodatkowa: przekraczanie dziury, kanału, wyrwy za pomocą dwóch trapów pod jednym kołem w sytuacji gdy auto jest przechylone i ma tendencję do zsuwania się ze zbocza... spokój i niemal zero ugięcia!

Uznajemy że skoro się nic nie dzieje to poszukamy w okolicy innych trapów dla porównania. Niechcący zupełnie trafiamy 2 km dalej na most desantowy HD. Tak po prostu sobie ktoś przez dolinkę przerzucił i był:-)

Dwa wielkie trapy a w środku dziura!

Przejazd po nim był trudny z powodu tej wieeelkiej dziury pośrodku. Rozstaw osi H1 byłby ok, ale Disco ma do dziury blisko. Za to możliwośc inspekcji podwozia doskonała:

Byłby jednak test niepełen, gdyby nie prawdziwa próba w boju. Jeździmy więc po bardzo trudnym, lecz zamarzniętym obecnie terenie powodując nieznaczne szkody w pojazdach, ubytki powietrza w oponach aż tu nagle BACH, a kierowca mówi: "ale jazdy, wokół widzę same gwiazdy!"

Lodobłoto zapadło się pod dziobem Disco. Most "wpadł" pod lód, koła wiszą w powietrzu i ani rusz. Osłona drążków wbita w przeciwskarpę robi za kotwicę, mocowania osłony wygięte obydwa przy wpadaniu do tej pułapki. Tylne koła się ślizgają. Podłączamy auto PeePee i wyrywamy - ani rusz. 3 osie napędowe nie ruszją auta nawet o 5 cm. Brzuchem leżymy na lodobłocie i koła się tylko kręcą. Sytuacja baardzo statyczna, gdyby nie latający wokół błotolodoszlam, który dosięga wnętrza auta PeePee (sorry) stojącego 15m dalej:-) Off Road pachnie żabami. Pod lodem płynie sobie strumyczek. Zaszlamiony strumyczek.

Zabieramy się więc od innej strony, w końcu przyjechaliśmy testować trapy! Nowiutki Hilift Extreme 48" ledwo wystarcza żeby unieść koło. O wyciąganiu samej felgi nie ma mowy, bo Hilift się w tym miejscu kompletnie pogrąża. Nie zapada, tylko pogrąża. Jedziemy więc po bożemu / za HD zderzak:-) Trapy udaje się wsunąć gdy do końca Hilifta są 3 oczka.

Rura Hilifta okazuje się za długa i przeciwskarpa uniemożliwia operację. Wykuwamy siekierą rów na rurę. Przydałaby się krótsza o połowę rura na taki wypadek, albo rura łączona z dwóch odcinków. To dopiero trzeba wynaleźć i można będzie sprzedawać za kolejne 2 stówy w sklepach 4x4 internetowych.

Auto się unosi i można podłożyć, a właściwie wbić trap pod kółko.

Po opuszczeniu Hilifta koło jest o pół felgi wyżej (było do osi, jest do rantu)

Podobna sytuacja z drugiej strony, pelen wysięg Hilifta, kolejny rów na rurę i koło nad wodobłotoszlamem spoczywa na trapie. Spokojnie i bez rzucania wodorostami można wyjechać. Super.

Po akcji nad wodobłotoszlam wystaje około 1/3 trapów.

Zadowoleni z siebie i wyniku testów uczestnicy udają się na wieczerzę przy ognisku-palenisku w starej poligonowej kuźni. Po drodze jednak w euforii pokoują tor Quadowy i kilkanaście kilometrów terenu gliniastego ledwo przjezdnego tylko dzięki zamarznięciu. Normalnie raczej poduszkowcem lub czołgiem. Autami trzęsie i telepie ale jadą, zawiechy robią. Odcinki zamarznięte pokonujemy z duszą na ramieniu, "kałuże" mają 50x8m i do 2m szlamowodobłota w dół, ale inaczej się nie da.



Bilans strat:
•pogięte mocowanie osłony drążków - dobrze że trzyczęściowa!!!
•pogięte drążki w aucie bez osłony (już zamówiona) :-(
•porąbane nieco progi
•ubytki powietrza w bezdętkowych oponach na twardych koleinach
•złamana po raz trzeci antena od radia
•TRAPY CAŁE!

Wobec takiego wyniku należało sprawdzić jak zachowają się trapy krajowej produkcji. Wybór padł na Trokotex 3,8cm z powierzchnią antypoślizgową. Komplet kosztuje 20% mniej niż t5cm, ale to ma dokładne przełożenie na grubość. Jako miejsce testu wybraliśmy rowek przed wejściem do podziemnych obiektów grupy warownej Góra Wisielcza na centralnym odcinku Wału Pomorskiego. W razie połamania trapów zawsze zwiedzenie pozdziemi pozwoliłoby na chwilę zapomnieć o stratach:-)

Auto PiotraVN, wyposażone w bagażnik dachowy, solidny zderzak z wyciągarką i stosowne osłony było idealnym kandydatem:

Trapy ugięły się znacznie bardziej niż grubsze kuzynostwo, jednak wytrzymały zadany ciężar pojzadu:

Oparcia trapów o podłoże były bardzo nieregularne, co spowodowalo skręcenia i "dopasowywanie" do terenu i obciążeń, jednak nie do derormacji trapów!



Trapy 3.8cm są wyraźnie bardziej elastyczne, ale pozwalają pokonać przeszkodę ciężkim autem.
Do zastosowań turystycznych powinny być wystarczające. Opony nie wyrządzają im krzywdy, ale tworzywo którym zalane jest zbrojenie trapów jest nieco kruche, więc należy zachować ostrożność przy podkładaniu po Hilift:-) Pozatem robią i wyjechać z opresji pomogą.

Dla pesymistów kevlary są za cienkie w boju, jednak robią jak widać powyżej, są do tego lekkie (bez błota) i poręczne. Nie dzwonią podczas transportu wewnątrz auta i co najważniejsze wybawiają z realnej opresji!

Dziękuję Maćko i PeePee za współudział i pomoc oraz udostępnienie sprzętu. Akcja z podlodowym strumykiem nie była zaimprowizowana! PiotrowiVN życzę dłuugiej o owocnej eksploatacji zielonych Trokotexów (jak coś pęknie to zawsze może pociąc w małe paski i będzie do AfrykiTwin;)
Written by :
andziasss
andziasss
 
Poprawiony: piątek, 18 czerwca 2010 00:36