Dziś obejrzałem ten wywiad w Onecie... taki bardzo płaski życiowo... nie jestem wstanie uwierzyć że jest jemu i jego koledze tak cukierkowo jak opowiada.
Pozwolę sobie zacytować sam siebie z mymlona w 2015...
"Czy Ty zdajesz sobie sprawę że chcesz się wybrać na podróż w świat w którym jest inna motoryzacja. Spotkanie mechanika ogarniającego LRy tam to jak spotkanie eskimosa pośrodku pustyni. Każda praktycznie awaria pojazdu uniemozliwi wam podróż dalej.
Nie mówiąc już o tzw zacipieniu w kałuży. w samotności. Awaria na drodze prawdy w Boliwi... no to już może być czelendź.
Nie macie podstaw mechaniki i nie potraficie nawet Malucha rozkręcić. Ja to rozumiem, nie kazdy by się tego podjał ale jedziecie sami jednym autem, gdzie Wam nikt nie pomoże.
Dobrze Wam koledzy jednak radzą wziąć auto większe w środku i bardziej znane i serwisowalne tam na miejscu.
Ciekaw jestem kiedy zrozumiecie że będziecie jechać na bombie z niestabilnym zapalnikiem. Pierdolnie na pewno tylko niewiadomo gdzie i jak spektakularne to będzie."
Szacun za to że sprawdziło się wszystko w tym nawet po trzykroć co im wtedy napisałem a oni podołali potrafili się ogarnąć.
A mnie od szaleńców wyzywali że pojechałem na 3,5tkm wycieczkę po Rumunowie z padniętą czapką prowadząc niezpomnianą wycieczkę... także tak.
Kurtyna.