Dziś mija 250 dzień od wyjazdu z domu
Sporo już było, a jeszcze sporo mamy nadzieje przed nami...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe
Problemy z ogrzewaniem postojowym
Duże wysokości około 4000 m n.p.m
Auto sporo słabsze i kopci, ale daje radę...
Trochę zastrzyków, bo angina się przyplątała...
Ale w między czasie cieszymy się z każdego dnia w nowych miejscach
Widoki wprost niesamowite w północnej Argentynie
Ciągle wysoko, ale tez pięknie
Pierwsze próby "naprawy" ogrzewania...
Spotykamy Kanadyjczyków takim leciwym, ale wypasionym camperem
Jedziemy sfilmować fajny wiadukt
A potem juz czas na Boliwię. Robi sie znowu wysoko i dookoła pełno soli. Największe solnisko na świecie, Salar de Uyuni
Robimy grilla, bo soli nie brakuje
Chyba czwarty raz spotykamy sie z Anką, która jedzie na Alaskę. Nasze drogi się co jakiś czas spotykają...
Dookoła cmentarzysko pociągów niedaleko miasteczka Uyunii
Jedziemy potem do Sucre
I tam spędzamy kolejne dwa tygodnie we trójkę, kurując się w domu znajomego motocyklisty Franka z niemiec. Frank mieszka tu od kilku lat i jest otwarty i bardzo gościnny
Po mieście tanio, 2,5 PLN od osoby mozna jeździć TAXI. Chociaż często są to raczej namiastki aut przerobionych totalnie i w fatalnym stanie...
Na mieście są różne "smakołyki" do kupienia...
Po skończonych kuracjach, zastrzykach itp ruszamy na słynną Ruta de Che. Jest to kilka miejsc związanych z Che Guevarą.
W małej wiosce La Higuera pośród gór finalnie został złapany i rozstrzelany. Pozostała legenda...
A myruszyliśmy dalej w kierunku Cochabamba i La Paz, gdzie obecnie jesteśmy.Kolejne wyzwanie dla naszych organizmów, bo miasto leży na wysokści około 4000. Ale jest pięknie...